„Dopóki nie wiadomo jeszcze nic pewnego” – dekonstrukcja normalności w czasach pandemii.

„Dopóki nie wiadomo jeszcze nic pewnego
bo brak sygnałów, które by dobiegły,
dopóki Ziemia wciąż jeszcze nie taka
jak do tej pory bliższe i dalsze planety
[…]”

W. Szymborska „Bal”

Na początku epidemii COVID-19 w USA, tuż po tym, kiedy zostały zamknięte szkoły i odwołane wszystkie zajęcia lekcyjne, poprosiłam moich uczniów o prowadzenie dziennika, w którym opisywaliby najważniejsze wydarzenia z danego dnia.  Zasadniczym celem tego zadania miał być rozwój pisemnych umiejętności wyrażania swoich myśli w języku polskim.  Cel został osiągnięty w stu procentach, ale czytając wypowiedzi wychowanków zauważyłam jeszcze coś innego, może nawet bardziej fascynującego.  Otóż, dzieci zawarły w swoich dziennikach interesujące refleksje na temat wpływu epidemii na ich codzienne życie, która i dla nich przyniosła rewolucyjne zmiany. W trakcie lektury codziennych wpisów moich uczniów wyłoniło się kilka znaczących, wspólnych wątków, bezpośrednio związanych z rozwojem pandemii.

„Podobno jest w powietrzu jakiś wirus i jeśli cię napotka na twojej drodze, to możesz ciężko zachorować.”

W pierwszych dniach po ogłoszeniu nakazu pozostania w domach dzieci dzieliły się swoimi przemyśleniami na temat tego, czego udało im się dowiedzieć o wirusie.  Najlepiej te odczucia oddają następujące fragmenty, zaczerpnięte dosłownie z dzienników: „Podobno jest w powietrzu jakiś wirus i jeśli cię napotka na twojej drodze, to możesz ciężko zachorować.  Tyle wiem, co mama powiedziała” oraz „Wszyscy boją się wirusa. Każdy teraz siedzi w domu i trzeba częściej myć ręce”.  

Kolejnym etapem ilustrującym dziecięcą percepcję wirusowej rzeczywistości, jest pewnego rodzaju entuzjazm z powodu nagłego przypływu wolnego czasu: „Fajnie wstawać, kiedy się chce”. Wyczekiwana dawniej z utęsknieniem przez uczniów przerwa w zajęciach szkolnych, czyli Spring Break, w tym roku właściwie nie została zauważona z powodu kwarantanny.  Najtrafniej oddaje ten fakt następujący zapis: „Dzisiaj oficjalnie rozpoczyna się Spring Break.  Nieoficjalnie to wcale go nie ma, bo nikt nigdzie nie pojechał, bo jest wirus.”

Temat dotyczący niemożności uczestniczenia w zajęciach amerykańskiej i polskiej szkoły pojawiał się wielokrotnie u każdego ucznia.  Początkowe zapisy trafnie podsumowuje stwierdzenie: „Podobno szkoła ma być zamknięta do końca kwietnia. To chyba strasznie długo”. W kolejnych zapisach pojawia się już zniecierpliwienie i rozczarowanie zaistniałą sytuacją: „Drugi tydzień siedzimy w domu. Nudy!”, „Już trzeci raz opuszczamy polską szkołę. Ciekawe, jak długo jeszcze”, „Denerwuje mnie ta kwarantanna” oraz „Dzisiaj miał się odbyć konkurs recytatorski. Szkoda, bo nauczyłem się mojego wierszyka na blachę”. Na samym końcu do głosu dochodzi tęsknota: „Zaczynam już tęsknić za polską szkołą” oraz „Dzisiaj miałem Zoom z klasą.  Fajnie było znów wszystkich zobaczyć”.  

Oprócz tematu szkolnego, równie często opisywana była niemożność uczestniczenia we Mszy świętej w kościele.  Podobnie, jak w przypadku wątku szkolnego, wątek kościelny również można podzielić na kilka etapów bezpośrednio związanych z odczuciami uczniów.  Najpierw pojawia się zaciekawienie niekonwencjonalnością zaistniałej sytuacji: „Rodzinnie oglądaliśmy po raz pierwszy mszę świętą w telewizji” oraz „Dzisiaj jest niedziela. Dziwna ta niedziela, inna niż wszystkie dotąd, bo nawet nie poszliśmy do kościoła”. Następnie wyraźnie da się wyczuć zniecierpliwienie przedłużającym się stanem rzeczy: „Niedziela. To już wcale nie jest śmieszne. Do kościoła znów nie można iść”. W końcu pojawia się refleksja: „Kolejna niedziela. Znowu nie idziemy do kościoła. Za nim też już tęsknię. Jednak fajnie jest wyjść wspólnie na mszę. Teraz to doceniam”.

W tym roku wszyscy przeżyliśmy niemały szok i smutek, związany z koniecznością spędzania Świąt Wielkanocnych w swoich domach i przed ekranami telewizorów lub komputerów.  Oto, jak oddały te przeżycia dzieci: „Dzisiaj rano położyliśmy wszystkie potrawy na stół.  Mama wzięła iPad i włączyła święcenie potraw na żywo z kościoła”, „Tata mi mówił, że jeszcze nigdy tak nie było, żeby Rezurekcję oglądać w telewizji” oraz „Święta spędzamy w domu sami. Nikt do nas nie przyjechał, ani my nigdzie nie pojechaliśmy”.

Te dziecięce zapiski trafiły w samo sedno tego, co i my, dorośli, przeżywaliśmy – konieczności przystosowania się do zupełnie innej, nieznanej dotąd rzeczywistości, przed którą zostaliśmy z dnia na dzień postawieni i to bez jakiejkolwiek instrukcji obsługi.  Na to, jaki mamy stosunek do siebie i otaczającego nas świata wpływa poziom dojrzałości emocjonalnej.  Im lepiej znamy i rozumiemy siebie, swoje wybory i motywy działania, im konstruktywniej komunikujemy się z innymi ludźmi, tym spokojniej znosimy nagłe zmiany.  Zdolność do rozpoznawania naszych emocji, zrozumienia ich przyczyn i konsekwencji, wyrażania ich i skutecznego regulowania to bezcenne umiejętności.  Człowiek dojrzały emocjonalnie rozumie, że nie jest w stanie kontrolować zewnętrznych okoliczności, ale za to może kontrolować swoje reakcje na nie.  Nie da się ukryć, że nasze nastawienie do zaistniałej nagle sytuacji było ogromnie zróżnicowane. 

Przymusowy pobyt w domu oraz całkowita reorganizacja życia okazały się dla wielu ludzi źródłem mniejszego lub większego stresu, rozdrażnienia albo po prostu buntu. Ogłoszenie pandemii spowodowało sytuację kryzysową, niepokój o jutro oraz ogólne psychofizyczne napięcie.  W stanie ciągłego napięcia i niepokoju, kiedy również doświadczamy problemów z koncentracją, trudno jest się skupić nawet na czynnościach, które dotąd sprawiały nam przyjemność, np. na czytaniu książek.  W realiach pandemii wszystko jest niepewne,
a przypuszczalnie najgorsze jest to, że ze wszystkich stron dochodziły do nas komunikaty, iż inni ludzie potencjalnie stanowią dla nas zagrożenie. „Człowiek człowiekowi wilkiem”, jak pisał Edward Stachura. 

Najciekawszy jednak był fakt, że wypełnianie naszych różnych ról społecznych oraz kontakty międzyludzkie nagle zostały ograniczone do jednej tylko przestrzeni fizycznej – naszego domu.  Przed pandemią, te aspekty naszego życia, na które składają się relacje i obowiązki rodzinne, kontakty z przyjaciółmi oraz profesjonalne relacje zawodowe, były wyraźnie oddzielone i to od nas samych zależało, czy pozwoliliśmy się im przenikać. W czasie epidemii granice między tymi różnymi aspektami naszego życia zostały niemal zupełnie zatarte, a jedyną przestrzenią interakcji stawał się ekran komputerowy.

Dla wielu z nas praca z domu podczas COVID-19 oznacza, że spędzamy dużo czasu na spotkaniach online i wideokonferencjach, używając różnych aplikacji, z których chyba najbardziej popularną stał się Zoom.  Często też zastanawialiśmy się, dlaczego czuliśmy kompletne wyczerpanie po kilkugodzinnych wirtualnych konferencjach.  Jak się okazuje, w czasie takich spotkań, uczestnicy za każdym razem podejmują znaczny wysiłek umysłowy i emocjonalny, aby skupić się na rozmowie.  Co więcej, z powodu braku wielu niewerbalnych wskazówek, musimy się intensywnie skupiać na słowach i podtrzymywaniu kontaktu wzrokowego, co jest niezwykle wyczerpujące mentalnie.  W procesie komunikacji podczas spotkania twarzą w twarz, sygnały niewerbalne, takie jak gestykulacja, układ naszego ciała, czy też odległość między rozmówcami, odgrywają istotną rolę.  

Rozmowa wideo zmienia również znaczenie ciszy, która podczas spotkania twarzą w twarz tworzy naturalny rytm rozmowy. W kontakcie wirtualnym natomiast, cisza wydaje się czymś nienaturalnym, wywołującym niepokój zarówno o stan technologii, z której korzystamy, jak i o stan koncentracji i stopnia zainteresowania rozmówcy.  Konferencja wideo, w której bierze udział wielu uczestników przypomina sytuację – jak to ktoś żartobliwie wyraził – jakbyśmy oglądali telewizję, a telewizja oglądała nas.[1]

Pojawienie się COVID-19 spowodowało również istotne zmiany w naszym zachowaniu społecznym, z których najważniejszą jest konieczność zachowywania fizycznego dystansu.  Wtedy to szczególnie, i to w wymiarze społecznym, uświadomiliśmy sobie, że dotknął nas rodzaj żałoby za naszą egzystencją sprzed pandemii.  Zostały zamknięte szkoły, miejsca kultu religijnego, uczelnie, restauracje, parki oraz wiele miejsc pracy.  Wielu z nas utraciło stabilność finansową i pogrążyło się w niepewności o przyszłość.  Odwołane zostały wydarzenia kulturalne, sportowe, edukacyjne, graduacje, konferencje, różnego rodzaju przyjęcia oraz podróże wakacyjne.  Z dnia na dzień znaleźliśmy się w sytuacji przypominającej sceny z filmów science-fiction. 

Pandemia wyzwoliła i nadal wyzwala w nas wulkan emocji.  Emocje odgrywają istotną rolę w podejmowaniu decyzji oraz w kształtowaniu relacji międzyludzkich.  Emocje wreszcie wpływają na nasze zdrowie i samopoczucie. Eksperci zajmujący się zdrowiem psychicznym przypominają, że przedłużona kwarantanna i związane z nią odosobnienie może mieć niekorzystny wpływ na zdrowie psychiczne dzieci i dorosłych.  Ponadto, długotrwałe odczuwanie lęku i niepokoju, negatywnie wpływa na koncentrację.  Wiele osób skarżyło się również na brak ruchu albo motywacji do aktywności fizycznej, czy nadmierne objadanie się.  Podniesione stężenie kortyzolu, zwanego hormonem stresu, może prowadzić do zwolnienia procesu przemiany materii, przyrostu masy ciała i w konsekwencji zapobiec utracie wagi.  W sytuacji stresowej pierwszą rzeczą, po którą sięgamy, jest cukier.  Stres nie tylko wywołuje w organizmie zmiany hormonalne, ale także pod jego wpływem jesteśmy bardziej podatni na podejmowanie niewłaściwych decyzji dotyczących odżywiania i stylu życia: jedzenie pod wpływem emocji, spożywanie żywności wysoko przetworzonej i w dużych ilościach, zmniejszenie aktywności fizycznej oraz problemy ze snem.

W jednym z badań, zapytano nauczycieli o ich odczucia w obecnej sytuacji.  Najczęściej wymienianymi emocjami były uczucia związane ze stresem: niepokój, przerażenie, lęk, przytłoczenie i smutek.  Tymczasem przewlekły stres wiąże się ze spadkiem motywacji i zaangażowania, które mogą prowadzić do wypalenia zawodowego.  Nauczyciele wyrażali też obawy o skuteczność nowych technologii nauczania w czasach pandemii oraz o to, czy sprostają wymogom kształcenia swych uczniów na odległość.[2] Na własnej skórze odczuliśmy potrzebę radykalnych zmian w naszym podejściu do zdalnego nauczania, większej elastyczności i kreatywności w planowaniu lekcji i przekazywaniu wiedzy.  

Pandemia postawiła przed nami zupełnie nowe wyzwania w dziedzinie nauczania.

W przypadku wielu uczniów sukcesy w nauce na odległość wymagają solidnego partnerstwa między ich nauczycielami i rodzicami, co nieraz stanowi dla wszystkich stron nie lada wyzwanie. Kiedy placówki oświatowe zostaną otwarte na potrzeby edukacji, zarówno uczniowie jak i nauczyciele powrócą do nich odmienieni przez społeczne jak i osobiste doświadczenie epidemii.  W tym roku uczniowie nie mieli uroczystego zakończenia roku szkolnego, a absolwenci szkół średnich, college’ów i uniwersytetów nie mogli z dumą i radością wziąć udziału w graduacji.  Wirus pozbawił ich możliwości celebrowania ważnych etapów w ich życiu.

Rodzice zostali zmuszeni pogodzić swoją własną pracę w trybie zdalnym ze szkolnymi obowiązkami swoich dzieci.  Dzieci wymagają kontaktu z rówieśnikami w świecie rzeczywistym, aktywności fizycznej oraz zabawy, gdyż są to ich normalne społeczno-emocjonalne potrzeby. W czasie kwarantanny wszystko się zmieniło. Rodzice musieli im tłumaczyć, że nie powinny fizycznie kontaktować się z przyjaciółmi, co nie należało do łatwych zadań.  Dzieci szukają wskazówek, jak reagować na stresujące wydarzenia, śledzą zachowania dorosłych i reagują na ich reakcje, szczególnie na reakcje rodziców.  Nieodpowiednie dla rozwoju dzieci informacje lub te przeznaczone dla dorosłych, mogą również powodować u nich niepokój lub dezorientację. Najlepiej wtedy po prostu porozmawiać z dzieckiem o faktach dotyczących wirusa, pozwolić zadawać pytania oraz odpowiadać na nie zgodnie z prawdą, ale bez nadmiaru niepotrzebnych szczegółów.[3] Warto wspomnieć, że młodszym dzieciom zaniepokojonym sytuacją panującą wokół nich, mogą pomóc bajki terapeutyczne, które poruszają tematy, na przykład izolacji społecznej oraz sposobu radzenia sobie z lękiem i frustracją.  Dość spory zestaw takich bajek można znaleźć na stronie https://aktywneczytanie.pl/koronawirus-w-bajkach-bajki-o-wirusie/.

W trudnej sytuacji byli ludzie starsi i mieszkający samotnie. Ich życiowa przestrzeń została ograniczona do wnętrza domów, co nie tylko powodowało izolację społeczną, ale też pogłębiało ich samotność. Wszyscy potrzebujemy kontaktów międzyludzkich oraz interakcji poza granicami naszych mieszkań.  Jest to normalna ludzka potrzeba łączności z drugim człowiekiem.  Z drugiej jednak strony najbliższa rodzina, do kontaktów z którą zostaliśmy ograniczeni, może być zarówno źródłem wsparcia, miłości i bezpieczeństwa, jak i ogniskiem werbalnej, fizycznej i emocjonalnej przemocy, miejscem nadużywania alkoholu czy narkotyków oraz miejscem konfliktów między rodzicami, dziećmi i rodzeństwem.  Dlatego podkreśla się, że negatywny wpływ pandemii na zdrowie psychiczne może być obserwowany jeszcze długo po jej wygaśnięciu.  

Konfrontacja z pandemią to ogromny stresor, który może skutkować obniżeniem sprawności i odporności psychicznej. 

Studenci, po nagłych zamknięciach kampusów, zostali zmuszeni albo do powrotu do domu albo do znalezienia innego mieszkania.  Poza tym, w szybkim tempie musieli przestawić się na zdalne nauczanie.  Te nagłe stresujące zmiany były szczególnie uciążliwe dla tych młodych ludzi, którzy już wcześniej mieli problemy ze zdrowiem psychicznym.  Samotność i izolacja, często znacznie pogłębione w okresie obowiązkowego fizycznego dystansowania się, mogą zagrażać zdrowiu psychicznemu młodych ludzi i przyczyniać się do powstania myśli lub czynów samobójczych.  Natomiast dobre, pozytywne relacje i poczucie więzi z innymi studentami, przyjaciółmi, rodziną oraz wykładowcami, pomagają przetrwać trudne zmiany.  

Czas dopiero pokaże, jakie będą psychiczne skutki traumy związanej z pandemią, ale psychologowie ostrzegają, że sporo osób z objawami stresu pourazowego będzie potrzebowało specjalistycznej pomocy.  Pracownicy służby zdrowia, na przykład, zgłaszają już teraz wzmożony poziom lęku, depresji, bezsenności, przewlekłego zmęczenia i stresu.[4]

Żyjemy w czasach powszechnego dostępu do informacji, chociaż ich wiarygodność, to już osobny problem.  Po wprowadzeniu restrykcji bezpośrednio związanych z rozprzestrzenianiem się epidemii, wiele osób nie mogło się pogodzić z koniecznością drastycznych zmian w ich dotychczasowym trybie życia, inni przeciwstawiali się ograniczeniom albo łamali zakazy zgromadzeń publicznych, kwarantanny czy zachowywania dystansu fizycznego.  Byli i tacy, którzy głównie w mediach społecznościowych, rozprzestrzeniali przeróżne cudowne metody leczenia wirusa albo teorie spiskowe na jego temat.  W końcu nie brakło również i takich, którzy w ogóle poddawali i poddają w wątpliwość jego istnienie.

Na koniec pozostaje pytanie: Jak będzie wyglądał świat po pandemii?  Jakie czekają nas zmiany, biorąc pod uwagę, że wielu ludzi przyzwyczaiło się do pracy z domu, a w wielu przypadkach okazało się nawet, że taka forma pracy jest i wydajniejsza i tańsza?  Takie samo pytanie dotyczy przyszłości szkolnictwa, zważywszy, że rozwój pandemii wpłynął również na zasadniczą zmianę metod edukacyjnych, zmuszając uczniów i nauczycieli do przestawienia się na naukę w trybie zdalnym.

Czy epidemia zmieni zbiorową mentalność naszych społeczeństw i osłabi więzi międzyludzkie?  Czy wpłynie na nasze postrzeganie innych ludzi?  Czy już zawsze w drugim człowieku będziemy dostrzegać potencjalne źródło zagrożenia i będziemy patrzyć na innych z lękiem?  Czy obawa przed kontaktem z wirusem przemieni się w lęk przed każdym spotkanym człowiekiem?

Miejmy głęboką nadzieję, że stanie się coś zupełnie przeciwnego.  Wszak pandemia przewartościowała nasze priorytety, pokazała, co tak naprawdę jest w życiu ważne.  Zwolniliśmy, staliśmy się bardziej uważni i świadomi. Zrozumieliśmy, że nic nie jest nam dane na zawsze.  Nauczyliśmy się na nowo tęsknić za najprostszymi rzeczami.  Doceniliśmy, jakim błogosławieństwem może być monotonia zwykłej szarej codzienności.  Może dopiero teraz zaczniemy bardziej doceniać bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem.  Być może zrozumiemy, jak kruche jest życie i że nasze relacje międzyludzkie to coś najcenniejszego, co posiadamy.

„[…]
dopóki nie ma echa, oprócz tubylczego,
które by potrafiło mówić sylabami,
[…]
dopóki nasza dobroć
na razie do niczyjej jeszcze nie podobna
i wyjątkowa nawet w niedoskonałości”

W. Szymborska „Bal”

Alina Panek, Polska Szkoła im. Adama Mickiewicza

Zdjęcia – domena publiczna


[1] Żródło: http://www.bbc.com/worklife/article/20200421-why-zoom-video-chats-are-so-exhausting.

[2] Żródło: https://www.edsurge.com/news/2020-04-07-teachers-are-anxious-and-overwhelmed-they-need-sel-now-more-than-ever

[3] Żródło: https://www.nasponline.org/resources-and-publications/resources-and-podcasts/school-climate-safety-and-crisis/health-crisis-resources/helping-children-cope-with-changes-resulting-from-covid-19

[4] Żródło: https://www.politykazdrowotna.com/56730,prof-janusz-heitzman-o-wplywie-epidemii-na-zdrowie-psychiczne